Wysłany: 2010-06-23, 18:34 Do kogo można zwrócić się w tej sprawie?
Witam serdecznie,
Mam pytanie. Po sterylizacji dwóch zwierząt (kota i psa ) oba miały zakażone rany, które nie chciały się goić, a pies został mi oddany jeszcze uśpiony. Musiały potem pojechać do innej lecznicy i otrzymać dodatkowe zabiegi żeby przeżyć - oczyszczanie z ropy powstałych przetok, lekarstwa, kroplówki. Kot musiał otrzymać dodatkowy antybiotyk bo po okazało się, że pierwszy nie podziałał i zakażenie było bardzo groźne. Leczone były ponad dwa tygodnie. Weterynarze opiekujący się nimi ewidentnie wskazywali na źródło zakażenia - brud przy operacji. Sugerowali mi zwrócenie się z wydrukowanym spisem zabiegów i rachunkami do lekarza, który operował.
Lecznica, w której operowane były moje zwierzaki mieści się od wielu lat w Wilanowie i nie raz już miała takie problemy, niestety nie jest Radosna. Czy jest jakaś izba weterynaryjna, która zajmuje się tego typu sprawami?
Właściciel lecznicy, który przez innego weterynarza dowiedział się o zaistniałej sytuacji nęka mnie telefonami, w których wymyśla mi od złodziejek (800zł zostało opłacone za oba zabiegi). Sytuacja jest chora. Nie składałam skarg (sytuacja miała miejsce 3 lata temu) ponieważ nie lubię awantur. Ale weterynarz zachowuje się irracjonalnie i myślę, że powinno jednak w tej sprawie coś zostać zrobione.
Wiek: 29 Dołączyła: 04 Mar 2010 Posty: 126 Skąd: Bolesławiec
Wysłany: 2010-06-23, 19:07
Sytuacja jest karygodna i zdecydowanie wymaga napiętnowania i ukarania winnych. Podaję Ci dwa adresy:
- www.vetpol.org.pl
- www.wilw.waw.pl
Obydwa dotyczą Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, przy czym drugi-oddziału Warszawskiego. Mam nadzieję, że tam mogłabyś uzyskać pomoc. Nie zaszkodziłoby też odwiedzić Rzecznika Praw Konsumenta-przy starostwach są rzecznicy i służą bezpłatnymi poradami, kto wie, czy tu nie trzeba wytoczyć sprawy z powództwa cywilnego, ale niestety-pewności nie mam, a mój kolega prawnik akurat jest na urlopie.
Ale zacznij od tych 3 miejsc i koniecznie daj znać, jak się zakończyła ta przykra sprawa! Trzymam kciuki za Ciebie i za szybki powrót zwierzaków do zdrowia-tyle się biedne nieptrzebnie nacierpiały!
Pozdrawiam.
Niefortunnie pomyliłam telefony tydzień temu i zapisując kota na strzyżenie zamiast do swojego wypróbowanego weterynarza zadzwoniłam do tego dziwnego. Zorientowałam się dopiero jak się rozłączyłam. Już nie oddzwaniałam, ale on zadzwonił, żeby mnie zwymyślać. Bardzo dziwny pan. Chyba ma problemy nie tylko z higieną. :oops:
Jeszcze raz dziękuję już napisałam tam. Sunia już nie żyje miała 12lat i została uśpiona z powodu innej choroby w sumie mogłam jej tej sterylizacji oszczędzić. Pan weterynarz zrobił jeszcze jedną rzecz. Gdy ona rozdrapała ranę na udzie (miała przy okazji wycinaną narośl na udzie) ten pan przyjechał do domu i zszył brudną ranę, którą oczywiście trzeba było rozciąć i przemyć i zostawić do zarośnięcia.
Po prostu ręce opadają. Przecież właściciel nie musi znać się na wszystkim. Od tego jest lekarz. Dobrze, że istnieją też inni :)
Wiek: 29 Dołączyła: 04 Mar 2010 Posty: 126 Skąd: Bolesławiec
Wysłany: 2010-06-23, 20:44
Mam nadzieję, że Twój mail nie pozostanie bez odpowiedzi, ale najlepiej byłoby wysłać listy pocztą za potwierdzeniem odbioru-niech wiedzą, że tak łatwo Cię nie zbędą i że muszą w terminie urzędowym Ci odpisać!
Bo z mailami to różnie bywa...Będę czekać niecierpliwie na dalsze wiadomości, ciekawa jestem, jak sprawa się rozwinie!
Jedno jest pewne-ten człowiek nie jest godny tytułu lekarza weterynarii! Trzeba chronić przed nim zwierzęta!
Ja rownież 8 lat temu przeżyłam koszmarną traumę podczas sterylizacji kotki- u weta wówczas uważanego za najlepszego w mieście. Podczas zabiegu zatrzymało się krążenie, kotka była bardzo długo reanimowana. Wet później przyznał się mojej mamie, że nie zważył kotki przed zabiegiem i przedawkował narkozę i że sam nie wierzył, że kotka przeżyje!!!! Po takich komplikacjach nieprzytomną i lejącą się przez ręce kotkę z 11 szwami (!!!!!) prosto ze stołu wydał nam do domu!!! To jeszcze nie wszystko-zabiego został przeprowadzony w gabinecie ogólnym, przy otwartych drzwiach, gdzie co rusz ktoś właził i zaglądał!!! Kotka jak na taki horror dość szybko doszła do siebie, ale ja popadłam w okropną depresję, przez kilka dni z nerwów nic nie jadłam, non stop płakałam i nie byłam w stanie spojrzeć jej w oczy!
Facet złamał chyba wszystkie możliwe procedury medyczne i higieniczne! Do dziś nie mogę sobie darować, że to wlaśnie do niego pojechaliśmy na zabieg, ale przysięgam-nie miałam pojęcia, że on dokona tak rzeźnickiego procederu!!! Ufałam mu!!! I do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć, że nie zgłosiłam tego odpowiednim organom! Bo za takie coś powinien ponieść karę! To, co zrobił jest niedpouszczalne!!!
Krótko potem w mieście powstały dwie nowe, znakomite lecznice i rzeźnikowi ubyło pacjentów. Poziom świadczonych usług i sposób przeprowadzania zabiegów chirurgicznych w tych lecznicach nie ma absolutnie żadnego porównania z jego praktykami!
Dlatego jeśli masz siły-walcz! Ja obiecuję trzymac kciuki!
Ostatnio zmieniony przez agastaffbull 2010-06-23, 20:49, w całości zmieniany 2 razy
Gość
Wysłany: 2010-06-23, 20:46
[i]"..pies został mi oddany jeszcze uśpiony"[/i]
Tego akurat nie pochwalam, bo to rodzi głównie stres u właścicieli i brak kontroli nad wybudzaniem.
[i]"...Musiały potem pojechać do innej lecznicy i otrzymać dodatkowe zabiegi"[/i]
Dlaczego musiały do innej?
Nie chciano ich przyjąć tam gdzie operowano?
[i]"...dodatkowy antybiotyk bo po okazało się, że pierwszy nie podziałał i zakażenie było bardzo groźne."[/i]
[i]"...Weterynarze opiekujący się nimi ewidentnie wskazywali na źródło zakażenia - brud przy operacji."[/i]
Przyznam, że podejrzane wydają mi się tak radykalne i jednoznaczne opinie "weterynarzy"
Antybiotyk nie podziałał, ale oni dali "lepszy" na oko i ten już podziałał...
Ewidentnie wskazali na brud przy operacji...Jasnowidzenie, czy próba kompromitacji konkurencji z jednego miasta?
Grubą nicią szyte...
A przy okazji [b]NICI[/b] - wspomniał może ktoś o odrzucaniu nici chirurgicznych?
Wygląda to jak niegojąca się, sącząca rana pokryta żółtym włóknikiem przypominająca ropę...
Lub lizanie rany doprowadzające wręcz do wypadnięcia trzewi przez wytworzoną tym sposobem przepuklinę...
Byłbym ostrożny co do obiektywizmu takich jednoznacznych sądów.
A jeśli chodzi o jakiekolwiek dochodzenia w sprawie, to jakie zostały zebrane materiały dowodowe?
Zdjęcia, wycinki tkanek, posiewy mikrobiologiczne...?
Napisałam o przetokach a nie martwicy przy niciach. Przetoki na 15-20 cm. Ta lecznica nie ma powodu obawiać się konkurencji. Byli ostrożni. Jeden i drugi antybiotyk włączyła druga lecznica by ratować zwierzęta.
Decyzję o nie wracaniu do tego lekarza podjęłam ja ponieważ
a) w tym czasie nie pracował a stan zaczynał się radykalnie pogarszać u obu zwierząt (nie były to pierwsze sterylizowane zwierzęta u mnie w domu).
B) Po dokonaniu zaszycia brudnej rany był już mało wiarygodny dla mnie
C) przy złym stanie obu zwierząt nie chciałam dochodzić swych racji i wieźć ich do tego człowieka i jak dotąd wydaje mi się to słuszna decyzja, żadne pieniądze i racje nie są tego warte prawda?
"..B) Po dokonaniu zaszycia brudnej rany był już mało wiarygodny dla mnie..."
No tak, tylko, że to było moim zdaniem podejrzenie, a nie udowodniony fakt.
Przetoki tworzą się również w przypadku odrzucania nici.
Nie powodują martwicy jak napisałaś a po prostu sączy z rany która się rozchodzi i nie goi.
Podobnie mogło dojść do zakażenia po zabiegu (jeśli jak piszesz podawany antybiotyk nie skutkował...jakaś oporna flora?)
Nie chcę Cię oskarżać, nic podobnego.
Mam jednak niemiłe wrażenie, że lekarze 2-go kontaktu wyjątkowo ochoczo wymieniali zaniedbania i błędy poprzedników opierając się jedynie na oględzinach.
Nie widzieli przebiegu operacji, ani wstępnego procesu gojenia, a przecież do stworzenia przetok potrzeba co najmniej kilku dni.
Podejrzewam, że nie kontaktowali się z poprzednią lecznicą aby skonsultować przypadki...
Przykre ale czasami klienci nieświadomie ulegają takim "profesjonalnym" poprawkom.
Dając się wkręcić w znany mechanizm wzajemnego zaszczuwania.
(Brak jest otwartości i koleżeńskiego podejścia względem konkurencji. Komentarz o koledze po fachu rzadko bywa pozytywny, a w najlepszym przypadku znacząco wymijający)
Wiek: 26 Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 601 Skąd: Terneuzen
Wysłany: 2010-06-24, 23:01
Z drugiej strony drogi Arturze przebiegu niektórych operacji w naszych krajowych lecznicach wolałbym nie widzieć (dodam, że nie jest to problem tylko w Polsce, ale i w "bardziej nowoczesnych" krajach Europy. W wielu sytuacjach klient przyjmuje ofensywną postawę wobec komplikacji pooperacyjnych, które jak najbardziej mają prawo się zdarzyć, z drugiej zaś strony pewni lekarze w ogóle nie powinni dotykać skalpela, a termin czystość chirurgiczna to dla nich tylko jakiś głupi wymysł.
_________________ Ngubanankumardangkardunungime
Aktywny w dzień, a noc spędza w wygrzebanych przez siebie norach. Poluje z zasadzki, do upatrzonej zdobyczy zakrada się atakując zawsze od tyłu i próbuje powalić ofiarę potężnym ogonem.
To też prawda.
W takich sytuacjach trzeba kuć żelazo póki gorące.
Zawsze można sprawę zgłosić do komisji etyki w lokalnej izbie lek-wet.
Potrzebne są jednak materiały dowodowe, a i tak z tego co się orientuję konsekwencje wobec lekarzy są rzadko wyciągane:/
Gość
Wysłany: 2010-06-28, 23:35
Okazało się że tego dnia operowany był również Labrador który też został zakażony. Nie wiem. To było jakiś czas temu nie chciałam tego ruszać, ale to jak się zachował teraz właściciel kliniki dzwoniąc i wyzywając mnie bo przez pomyłkę zapisałam kota do niego na strzyżenie przekroczyło jakiekolwiek granice normy. Ten człowiek nie dosyć że nie zdezynfekował stołu ... a tam szkoda psuć sobie krew.
To chory człowiek. Dziękuję Wam za odpowiedzi. Są bardzo cenne bo z dystansu. W tej drugiej klinice nikt mi nie sugerował od początku, tylko jeden z lekarzy w końcu nie wytrzymał i powiedział, że mogłabym iść i upomnieć się o zwrot kosztów leczenia.
Więcej bym nie miała kontaktu z tą kliniką gdyby nie własna pomyłka. Podobnie jak moi znajomi. Leczyłam od 86 roku moje wszystkie zwierzaki u jednego weterynarza i w związku z tym że się przeprowadziłam skorzystałam z usług innego i zrobiłam błąd.
W każdym razie weterynarz oprócz tego, że zaniedbał to zachował się skandalicznie, ale to już zupełnie inna historia.
ps ranę brudną zaszywał na moich oczach. to była tana po wycięciu znamienia. na udzie. pies ją rozdrapał weterynarz zszył ją mimo że była juz nie septyczna.
Wiek: 26 Dołączył: 04 Mar 2006 Posty: 601 Skąd: Terneuzen
Wysłany: 2010-06-29, 14:04
No cóż nie pozostaje nic innego niż mieć się na baczności, a w przypadku uzasadnionego podejrzenia, że doszło do błędów/zaniedbań, warto pamiętać o tym, że w każdej takiej sytuacji trzeba dysponować dobrym materiałem dowodowym (jak zresztą wszędzie).
_________________ Ngubanankumardangkardunungime
Aktywny w dzień, a noc spędza w wygrzebanych przez siebie norach. Poluje z zasadzki, do upatrzonej zdobyczy zakrada się atakując zawsze od tyłu i próbuje powalić ofiarę potężnym ogonem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum